wtorek, 18 października 2016

Halo Halo?

Pisze ten post, aby wam oświadczyć, że jeszcze tutaj jestem i czekam na jakąkolwiek żywą duszę. Oświadczam (chociaż nawet nie wiem kogo), że jeśli nic się nie ruszy, to będzie koniec. Ewentualnie spróbowałabym w następnym roku...

niedziela, 9 października 2016

Od Reiko cd. Vivienne

Machałem beztrosko nogami siedząc na jakimś murku, który był porośnięty lianami i mchem. Mój wzrok tkwił w różowym kwiecie, który wydawał się zwyczajną rośliną. Zacząłem rozmyślać jak to jest nią być. Tak naprawdę to ten kwiat jest mięsożercą. Gdy obok niego przechodzi jakieś żywe stworzenie z mięsa i kości, wypuszcza swoje korzenie na powierzchnie, łapie ofiarę i rozrywa ją na szczątki zjadając ją. Polubiłem ten kwiat.
- Tak samo jak ja nie lubisz być głodny – odparłem z uśmiechem, jednak nie otrzymałem odpowiedzi. Roślina się nie ruszyła. Odchyliłem się do tyłu, prawie że wypadając z murku, jednak tak naprawdę mogłem sobie wychylać się ile chce, to i tak utrzymam równowagę. A po za tym jeśli spadnę to co?
Burczenie w brzuchu przerwało mój spokój, który zdecydowanie trwał za długą. Strasznie mi się nudziło, więc zacząłem sobie na nowo wyszywać wzory na ręce, wyciągając czerwoną mulinę, którą sobie ozdobiłem skórę kilka dni temu. Teraz jedyne co zostało mi po tym, to czerwone ślady z krwią, która spływała po mojej skórze. Przez głód nawet nie nawlekłem nici na igłę, więc tylko ją schowałem do kieszeni i zeskoczyłem z cegieł i się rozejrzałem.
- Głodny jestem – powiedziałem smutno patrząc na swój brzuch i go głaszcząc. Akurat w tym momencie ujrzałem parę czerwonych oczu. Na ich widok uśmiechnąłem się radośnie. – Jedzonko! – krzyknąłem uradowany i w ciągu jednej sekundy spod płaszcza wyciągnąłem dwa sztylety, a z krzaków wyskoczył biały tygrys w czarne plamy. Wystarczyło skoczyć i przejechać mu nożami po grzbiecie. Z raz zaczęła lecieć krew, która skapywała na zieloną trawę. Chciałem kontynuować zabawę, jednak ta dziwna mięsożerna roślinka chwyciła moje śniadanie korzeniami. Zwierzę zaczęło się szamotać, a roślina już mu połamała tylną łapę, a przednią oderwała od ciała. Gdy na to patrzyłem, jednocześnie posmutniałem i się zdenerwowałem. – Miałeś się ze mną bawić! – krzyknąłem oburzony, po czym skoczyłem na roślinę tnąc jej wszystkie kończyny nie zwracając uwagi na pół martwe zwierzę. Zacząłem się śmiać. – Trzymaj się! Trzymaj się! – krzyknąłem rozbawiony, gdy kwiat przestał się ruszać, gdy tylko podciąłem mu wszystkie korzenie. Stracił nawet kolorek. – Bez krwi to nie to samo – odparłem trochę smutny i podszedłem do tygrysa. – Trzymaj się! – powtórzyłem i wydłubałem mu oczka, które po chwili zjadłem z rozkoszą. Mój brzuch domagał się więcej, więc zacząłem ciąć kotka na kawałeczki. Krew się lała wszędzie, a jego mięso było wokół mnie. Było takie soczyste, ta woń krwi… Od razu poczułem się o wiele lepiej, a do tego zabawa była udana. Wstałem i wróciłem na murek. Zacząłem iść po nim, ale na rękach. Zamknąłem oczy i szedłem prosto przed siebie, nie zwracając na to, że byłem całkowicie ubrudzony krwią, jak i pewnie śmierdziałem surowym mięsem. Po chwili poczułem jak moje palce o coś się wplątują i nagle zacząłem spadać.

A potem się obudziłem na nowo jako zwykły człowiek, we własnym łóżku. No prawie. Wylądowałem na ziemi wraz z kołdrą, a głowa pękała od bólu. Uderzyłem nią o podłogę, tak jak we śnie o ziemie. Otworzyłem zmęczony oczy i złapałem się za łeb. Przekląłem cicho pod nosem, po czym wstałem i usiadłem. Nie zmieniałem pozycji od dobrej godziny. Dlaczego? Gdy tylko zająłem się bólem, zapomniałem nie zasypiać. Zamknąłem oczy i opierając łokcie na kolanach, podtrzymując głowę, zasnąłem.
I znowu wylądowałem na ziemi, ale tym razem nie uderzyłem tak mocno łbem. Obudziłem się już całkowicie, słysząc swój budzik. Nienawidzę poniedziałków. Ubrałem się w czarne jeansy i białą koszulkę z czarnym napisem „Hello, I’m very happy!”. Przemyłem twarz i zjadłem dwie kanapki. To mi starczyło. Zarzuciłem na siebie pierwszą lepsza bluzę, po czym wyszedłem z domu, chowając do kieszeni telefon, portfel i kluczę.
Dzień był dosyć chłodny i zapowiadało się na deszcz, jednak nic sobie z tego nie zrobiłem. Miałem być w salonie na godzinę dziesiątą, a nie miałem zamiaru się spóźnić. Z czasem deszcz zaniknął i nieco mokry szedłem przed siebie. Wyszedłem o wiele wcześniej z domu, aby przejść się okrężną drogą. Dlaczego? Nie miałem dłuższej ochoty siedzenia w nudnych czterech ścianach.
Nagle mój telefon wydał z siebie krótki sygnał otrzymanej wiadomości. Wyciągnęłam go, po czym zacząłem odpisywać znajomemu z salonu, że jestem już w drodze i nie dam rady być wcześniej. Gdy miałem już wysłać wiadomość, przypadkiem na kogoś wpadłem. Przekląłem cicho, gdy telefon wypadł na chodnik, a bateria wypadła ze środka, gdyż klapa się otworzyła. Nie spojrzałem na tego kogoś. Od razu się schyliłem i pozbierałem części telefonu. Na szczęście był cały, ale wiadomość będe musiał od nowa pisać.
- Ja też nie jestem bez winy, ale ty także lepiej uważaj jak łazisz - wstałem i spojrzałem na nieco niższa ode mnie dziewczynę.

Vivienne? Trochę słabe, ale nie miałam weny

sobota, 8 października 2016

Od Vivienne

Delikatnie chwyciłam za kubek z kawą. Głośno ziewnęłam. Była szósta trzydzieści. Od wielu lat nie wstawałam tak wcześnie, no ale cóż jest robota to trzeba korzystać. Upiłam łyk gorącego napoju i zabrałam się za przygotowywanie kanapek. W jednej ręce trzymając kubek, a drugą układając niezdarnie szynkę na kanapce, tworzyłam jedyne znane mi danie. Niby daniem nie można było tego nazwać, w szczególności że z lenistwa nawet nie smarowałam kanapek masłem. Robienie ich w moim wypadku ograniczało się do wyciągnięcia z lodówki wędliny i położenia jej na starym chlebie. Gdy moje dzieło było gotowe przysiadłam w raz z nim przy barku. Za 20 minut miałam być przy ratuszu. Raczej zdążę. Jakąś minutę później po moim śniadaniu nie było śladu. Nadszedł czas na najcięższą część każdego poranka, wybranie jednego z tysiąca czarnych bądź szarych ubrań. Szybko odłożyłam naczynia do umywalki i ruszyłam do swojej sypialni. Moim oczom od razu rzucił się cel mojej wizyty tutaj, duża, biała szafa na ubrania. Podeszłam do niej i otworzyłam tylko jedno skrzydło. Chwyciłam pierwszą lepszą bluzkę i jakieś czarne jeansy, a potem z małej szufladki wyjęłam bieliznę. Cudowny komplet, na kolejny cudowny dzień w San Marino. Gdy naciągnęłam już na siebie ciuchy, zrobiłam slaby makijaż by nie odstraszać klientów i umyłam zęby ruszyłam na zewnątrz. Wyciągnęłam z kieszeni spodni, wcześniej umieszczoną tam komórkę. Na wyświetlaczu połyskiwała tapeta z jakimś tandetnym cytatem i zegarek, który wskazywała szóstą pięćdziesiąt. Idealnie, jak zawsze będę spóźniona. Szybkim krokiem ruszyłam w dzień wcześniej pokazane mi miejsce. Nie patrząc przed siebie mknęłam przez ulice. Dawno nie widziałam żeby było tu tak pusto, ale cóż raczej to normalne że mało kto zwiedza stare miasta przed godziną dziesiątą. Kto chciałby wstawać tak wcześnie na urlopie? Z rozmyślań wybudziło mnie czyjeś ciche przekleństwo i uderzenie. Przez moją nieuwagę weszłam w jakiegoś przechodnia. No cudownie jeszcze bardziej się przez to spóźnię.

Ktoś? Coś? Szablonowe, najlepsze.

Vivienne Magie O'Carrick

"Spadam..."
Vivienne Magie O'Carrick
16 lat||Kobieta||Biseksualna||Zarejestrowany Nomi
Podoba jej się: Ena (ciii)
Rodzina: Jest sierotą, nigdy nie znała swojej rodziny
Praca: Dawniej była złodziejką, czasami udaje jej się zdobyć zlecenie na sprzedawanie pamiątek na stoiskach.
Moc: Potrafi tworzyć rozmaite iluzje, może wpływać na ludziki wzrok, słuch, dotyk i smak. Moc ma od roku i często nad nią nie panuje.
Charakter: Jest zamknięta w sobie, cóż jest to jej barierą ochronną. Nigdy dotąd nie zaznała niczyjej miłości, więc takiego uczucia nie zna. Przy ludziach zachowuje się jak nic nie czująca skała, wiecznie ma na twarzy grymas niezadowolenia, lecz gdy nikt nie patrzy a jej iluzje ją otaczają potrafi się uśmiechnąć. Często płacze, jednak nikt nigdy nie widział jej łez. W głębi duszy jest bardzo dobrą osobą, jednak boi się to komuś okazać. Nie ufa ludziom.
Historia: Jej matka była, no cóż nazywajmy rzeczy po imieniu, dziwką. Vivienne jest dzieckiem z przypadku, jej ojcem jest jeden z dawnych klientów jej matki. Gdy Viv miała niecały rok, jej matka zostawiła ją przy centrum handlowym w centrum Pragi, od tamtego czasu dziewczyna krążyła po domach zastępczych. Od 3 lat mieszka w San Marino w raz z swoją 23 rodziną zastępczą. Ludzie pod których aktualnie jest opieką nie zwracają w ogóle na nią uwagi, ale dzięki temu dziewczyna jest szczęśliwa, bo jest jak to ona lubi mówić "Jest wolna niczym dzikie zwierzę". Przy pomocy Eny została zarejestrowana, był to długi proces, ale w końcu im się udało
Dodatkowe: 
-Ma własnego węża, wygrała go grając w karty z jakimiś pijakami,
-Nigdy nie została złapana na kradzieży, a kradnie od 9 roku  życia,
-Uwielbia biegać,
-Ma uczulenie na mleko,
Kontakt:
Breena (nie wchodzę na to konto, jak coś chcecie piszcie przez Tyvsę/Enę)

środa, 5 października 2016

Od Eny cd. Percy'ego

Nasze pierwsze spotkanie, cóż pamiętam je dosyć dobrze, w końcu to dzięki temu spotkaniu stałam się Mamorimasu. Było to dawno, tutaj w San Marino... chyba na dziecińcu zamku, tak to było tam. Moje kroki dudniły cicho po posadzce, a ja w zamyśleniu dalej krążyłam po pokoju. Percy stał przy ścianie zupełnie jakby czekając, na to co zadecyduję dalej. Ma być tak jak dawniej, niech będzie, dostosuję się. Powoli podeszłam do biurka i otworzyłam najwyższą szafkę po lewej. Na wierzchu sterty papierów  leżała czarna gumka do włosów, chwyciłam za nią. Naciągnęłam sobie przedmiot na rękę i zaczęłam przeplatać włosy w ciasny warkocz. Czułam się śmiesznie, wiedząc że Percy na mnie patrzy. Mogłabym go odesłać, jednak nie widziałam w tym sensu. Ukradkiem spojrzałam na nieduży zegarek stojący na biurku. Mieliśmy jeszcze godzinę. Tylko albo aż godzinę. Dlaczego to wszystko pamiętam na tyle, żeby wiedzieć o której tam przyjść, przecież minęło tyle lat! Niezdarnie zakończyłam warkocz i nałożyłam na koniec gumkę. Na oczy spadło mi parę niesfornych pasemek. Ruszyłam w stronę szafki z ubraniami i wyciągnęłam z niej kosmetyczkę.
-Przepraszam że na to patrzysz- powiedziałam do towarzysza, a on tylko coś mruknął. Rozłożyłam znajomy mi zestaw, do poprawiania sobie wyglądu na biurku. Powoli zabrałam się za nakładanie pomniejszych warstw makijażu. Tak dawno nie nakładałam na twarz nic poza błyszczykiem. Po chwili moje oczy okalały delikatne, niebiesko-czarne cienie, a twarz była bielsza niż zazwyczaj. Usta delikatnie poprawiłam czerwoną szminką. Szybko złożyłam wszystko na miejsce i podeszłam do Percy'ego. Powoli trzeba wychodzić, nie chciałam się spóźnić. Lepiej nie rozwścieczać Doriana jeszcze bardziej, wystarczająco napsułam mu krwi parędziesiąt lat temu. Podniosłam wzrok na Perseusza i uśmiechnęłam się.
-Zakochał byś się we mnie od pierwszego wejrzenia?- spytałam ukrywając śmiech. Było to jedno z tych pytań, które po mimo komizmu miało w sobie trochę sensu. Według wielu późniejszych rozmów z tą nieśmiertelną podróbką ministra, właśnie tak ogromne wrażenie na nim wywołałam podczas tego felernego, pierwszego spotkania.

Percy?

wtorek, 4 października 2016

Od Percy'ego cd. Eny

Beznamiętne spojrzenie niebieskich oczu stało się jakby twardsze, gdy już miałem otworzyć usta i wyjść na skończonego dupka z czystego odruchu, który nakazywał mi taką a nie inną reakcję. Nie musiałem się nawet zbytnio trudzić - wystarczyło chamsko odmówić z uśmieszkiem na ustach i pogardą w spojrzeniu. Zaledwie sekundy dzieliły mnie od słów, które mogły zniszczyć cienką nić porozumienia jaką nawiązałem z Eną. Właśnie w tedy zawahałem się. Nie chciałem tego robić. Niczego niszczyć, a przede wszystkim odmawiać. Byłem ciekawy tego spotkania, dawnego ministra, który najprawdopodobniej chciał zemsty - bo czego by innego? Jakoś nie wyobrażałem sobie, by chciał się spotkać i przeprosić, albo pogawędzić przy herbatce. A ponadto nie chciałem by Ena znalazła się na liście osób, którym nie mogę ufać i odwracać się do nich plecami w obawie, że wbiją w nie nóż. Gdy przebywa się cały czas w takim otoczeniu, można nabawić się paranoi, a jak każda choroba, przyniosła by ona jedynie szkody.
- Hmm ... niech będzie. Z chęcią poznam dawnego ministra. - ostatnie zdanie przesycone było sarkazmem i lekką pogardą. Uważnie obserwowałem reakcję Pani Generał, więc nie przeoczyłem cichego westchnienia ulgi, które było ledwie dostrzegalne. Ulżyło jej, że nie pójdzie tam sama? Ciekawe ... czyżby dawny minister wzbudzał w niej strach, albo niepokój? Może był potężnym nomi z którym nie miała szans w pojedynkę? No cóż, niebieskowłosa nie wyglądała na skorą do zwierzeń, więc co najwyżej dowiem się na miejscu. Ena zaczęła krążyć po biurze, a jej zamyślona mina, wskazywała, na to, że próbuje coś rozgryźć. Oparłem się o ścianę koło drzwi, śledząc wzrokiem dziewczynę. Gdyby nie lekko niedbała postawa z rękami w kieszeniach płaszcza, można by pomyśleć, że czekam na kolejne rozkazy.

Ena?

niedziela, 2 października 2016

Od Eny cd. Percy'ego

Lekko przetarłam oczy, wspomnienia wracały.
-Taki jeden idiota, wiesz dawny minister, któremu dałam w kość- z moich ust wydobyły się ciche dźwięki, pobieżnie tłumacząc kto wysłał mi pogróżki. Percy spojrzał na mnie z zainteresowaniem. No tak, generałowie nie powinni buntować się przeciwko ministrom.
-Słucham dalej- spojrzałam na niego z byka, ale stwierdziłam że moja prośba i tak dotyczy tego o co właśnie mam go poprosić, więc należy mu się całość.
-Kiedyś tam, w każdym bądź razie dawno, przed wojną... rządził nami człowiek o imieniu Dorian Nedris, świetny człowiek, tak świetny że rozwalił cały nasz system. Niektórzy mówią że przysłużył się wybuchowi obu wojen światowych, jednak ja wiem jak było na prawdę. Przez niego Mamorimasu nie bronili ludzi gdy byli im najbardziej potrzebni, a on opychał się wszystkim co tylko wpadło mu do paszczy. Wielu z nas miało dość jego poleceń, ciągłych zwolnień i bezsensownych morderstw. Któregoś dnia, w trakcie II wojny nie wytrzymałam. Znaczy się po prostu, wszyscy mieliśmy dość, a że akurat udało mi się poprowadzić świetną akcję miałam dużą siłę przebicia. Sprytem i siłą sprawiłam że stracił swoją posadę, a ja zostałam generałem. Ta, żywi do mnie urazę, bo zniszczyłam jego życie i zdradziłam go. Cóż taka cudowna bajka, jak dziwne dziecko, lubujące się w morderstwach zostało cenionym generałem- uśmiechnęłam się krzywo- Dorian ma to do siebie, że czasami mnie nawiedzał, dawno go nie widziałam, myślałam że już sobie odpuścił- chciałam być wolna od tego idioty, tak bardzo chciałam żeby mi odpuścił, ale nie jest tak jak było dawniej. Muszę to zakończyć, jednak nie chcę iść sama- dobra, powiedziałam ci, teraz moja prośba... możesz pójść ze mną na spotkanie z nim?- z wyczekiwaniem spojrzałam mu w oczy, tak bardzo nie chciałam iść tam sama.

Percy?
Czujmy tę dramę, boże to jest takie słabe ;_;